Będziesz, kim jestem

Zdjecie: Tim Kilby, Unsplash

Quod tu es, fui, quod sum, tu eris – to łacińskie epitafium znaczy: byłem, kim jesteś; będziesz, kim jestem. Nie będę snuć w środku czerwca zadusznych refleksji, ale temat wart jest przemyślenia. W większości prędzej czy później musimy z nim skonfrontować. Opieka nad rodzicami. Starzejącymi się, bezradnymi wobec różnych ograniczeń, albo przeciwnie – jakby nieświadomymi upływu czasu i próbującymi żyć tak, jakby wciąż byli w pełni sił. Nie mówię tu o dziadkach jeszcze na chodzie, którzy aktywnie (nieraz aż nazbyt) włączają się w nasze życie, sypiąc złotymi radami, a nieraz, rzecz jasna w dobrej wierze, sabotując nasze zasady wychowawcze. Chodzi mi o czas, gdy nasi rodzice zmieniają się w duże dzieci, wymagające ciągłego nadzoru i opieki. Sami mamy na pokładzie dwie babcie. Jedna, 88-letnia, słaba fizycznie, umysłowo jeszcze całkiem sprawna, choć nie tak, jak jej się wydaje. Wciąż dopytuje o wszystko, wtrąca do każdej rozmowy swoje trzy grosze. Po prostu uwielbia być w centrum uwagi, zupełnie jak małe dziecko. Druga z głęboką demencją, trzeba pilnować, żeby nie zjadła zapałek, świeczki, nie zdjęła sobie pampersa. Szkoła cierpliwości dla wszystkich, ciągłe hasło: kto zostanie z babcią?, nieraz niezbyt miłe niespodzianki higieniczne. Kto tego doświadczył, wie, o czym mówię. Nieraz dochodzą tu zranienia z dzieciństwa. Warto jednak patrzeć na te sytuacje, jak na potyczki w naszej walce o świętość. Serdeczny uśmiech, miłe słowo dla takiej osoby, nieraz uciążliwej i absorbującej, może kosztuje, ale w oczach Boga też ma swoją cenę. Jeden z naszych kuzynów, opiekując się długi czas swoim ojcem, modlił się: „Boże, daj mi cierpliwość!”. Powtarzał to często, aż któregoś dnia ojciec z głębi swojej demencji odezwał się błagalnie: „Boże, daj mu wreszcie tę cierpliwość!”. Nasze dzieci patrzą, uczą się szacunku, wyrozumiałości i troski o osoby słabe i potrzebujące opieki. Ani się obejrzymy jak, jeśli Pan Bóg pozwoli, przyda im się to w opiece nad nami. W pewnej rodzinie to dorastające wnuczki zajmowały się zmienianiem kroplówki i pielęgnacją leżącej babci. Tak mogły odwdzięczyć się jej za troskę, którą otaczała je, gdy były małe. „Słońce wschodzi i zachodzi, drzewa kwitną, liście ronią” – życie dzień po dniu zatacza krąg. Opieka nad osobą starszą, może nieraz napełnia nas zniechęceniem, bo w przeciwieństwie do opieki nad małym dzieckiem nie daje nadziei, że z czasem będzie lepiej i łatwiej. Możemy się jednak starać, aby ten czas, dany nam jak wszystko, przez Boga dla naszego uświęcenia, nie przypominał beznadziejnego kieratu, lecz spiralę, gdzie każdego dnia jesteśmy pozornie w tym samym miejscu, lecz zarazem trochę wyżej w sensie duchowym i ludzkim. 

Anna Wardak

Felieton ukazał się w tygodniku “Idziemy”

0