Hura, wakacje!

Zdjęcie: Vidar Nordli-Mathisen, Unsplash

Hura! Wakacje! Słodkie lenistwo! Od jutra będzie mi wolno wszystko! – czy ktoś pamięta ten szkolny wierszyk z czasów, kiedy lato kojarzyło się jedynie z bezkresnym oceanem wolnego czasu i totalnej beztroski? Było, minęło… Dla wielu rodziców wakacje to najbardziej intensywny czas. Poczynając od znalezienia dzieciom opieki w sytuacji, gdy nie mamy dwóch miesięcy urlopu. Ale kiedy uda nam się już zapewnić im minimum bezpiecznego przetrwania, pomyślmy, co zrobić, aby ten czas był nie tylko jakoś tam „spędzony”, lecz dobry i budujący dla całej rodziny. Całkiem spora grupa rodzin przeżywa swoisty szok, wypadając z kolein codziennej rutyny regulującej nasze życie poprzez czynniki zewnętrzne: pracę, szkołę czy zajęcia dodatkowe. Teraz musimy przejść na „wewnątrzsterowność” i sami w sposób sensowny zagospodarować czas. Jest to znacznie prostsze, jeśli w ciągu roku też planujemy np. weekendy, ale też rytm każdego dnia; jeśli jesteśmy przyzwyczajeni, że posiłki, pory snu, pracy i rozrywki są określone i nawet jeśli z czymś się nie wyrobimy, to mamy przynajmniej punkty orientacyjne. Odpoczynek nie oznacza zanurzenia w totalnej abnegacji i leniwym rozmemłaniu. Niedobrze, jeśli dzieci rosną w przekonaniu, że porządek, systematyczność, nauka czy praca to pojęcia, które z końcem roku można z ulgą rzucić w kąt wraz ze szkolnym tornistrem. Warto nad tym pomyśleć, warto usiąść i zaplanować wakacje, nie „ogólnie”, bo z ogólników zazwyczaj niewiele wynika. Nasze dzieci od lat pierwszego dnia wakacji robią plan, orientacyjny (starsze) lub szczegółowy (młodsze, dla wprawy). Godzina wstawania, pory posiłków, czas przeznaczony na naukę czy lekturę, instrument, zabawa i rozrywka – na wszystko jest czas, ale ważny jest umiar i elementarny porządek. Poza tym – bardzo ważne: praca dla domu! To nie tak, że dzieci mają wakacje, a rodzice więcej pracy. Posiłki, praca w ogródku, zaległe porządki… – jeśli każde z dzieci poświęci na to godzinę lub dwie z kilkunastu, które mają każdego dnia, będzie to ich realny wkład w funkcjonowanie domu i świetne narzędzie pracy nad charakterem. Warto też zawczasu przygotować sobie listę rzeczy do zrobienia i proponować je dzieciom w stosownym momencie. Nawet jeśli na początku trochę jęczą, bo takie podejście koliduje z ich wizją wakacyjnego dolce far niente, to pod koniec są naprawdę zadowolone, że tyle udało się zrobić, przeczytać, zobaczyć, że nie zmarnowały tego czasu. Teraz widzą to, co wymierne i namacalne. Kiedyś szczerze docenią fakt, że choć nieraz może mieliśmy na to ochotę i dużo nas to kosztowało, nie braliśmy sobie w wakacje urlopu od wychowania naszych dzieci, stawiania im rozsądnych granic i pełnego miłości wymagania.  

Anna Wardak
Felieton został opublikowany w tygodniku “Idziemy”

0