Ile razy mam powtarzać?!

Zdjęcie: Ramin Talebi, Unsplash

Jasiu, chodź na obiad, chodź na obiad… Aniu, sprzątnij zabawki, sprzątnij zabawki… Józiu, wyłącz komputer, wyłącz komputer… Ile razy mam powtarzać, dlaczego mnie nie słuchasz? Otóż to pytanie, wyraz naszej bezradności, samo niesie też odpowiedź. To, że dzieci ignorują nasze prośby, często wynika z prostych błędów. Szalone tempo, ciągłe odhaczanie na liście kolejnych tematów sprawiają, że nasza komunikacja to głównie instrukcje: zrób, pamiętaj, schowaj, odrób, idź… Ilość poleceń kierowanych do dzieci jest niewiarygodna, a przy tym często nie mamy już czasu ani sił, by wyegzekwować ich wykonanie. Dajmy na to mówimy, żeby sprzątnęły pokój i zadowoleni zapominamy o sprawie. A wieczorem okazuje się, że temat jest nietknięty. Polecenia rzucane w biegu, z dużej odległości, bez „potwierdzenia odbioru” przez adresata, a także zbyt ogólne (dla 4-latka hasło: „sprzątnij pokój” to kosmos) to prosty przepis na porażkę. A każda sytuacja, gdy uda się jakoś wymigać, uczy dzieci kombinowania i omijania niewygodnych poleceń. Kolejny błąd: wielokrotne powtarzanie tych samych próśb. To przyzwyczaja, że słowa rodziców można ignorować. Może gdy w końcu rykną, przekaz dotrze, ale wcześniej nie warto się nim przejmować. Prawidłowy schemat to: polecenie (jedno!), upomnienie (ostrzejszym tonem, np.: czy słyszałeś, o co cię proszę?), konsekwencja (np. schowanie na jakiś czas niesprzątniętych w porę zabawek). Nieraz gubi nas także nadmiar słów, powodujący ich dewaluację i przekonanie, że rodzice po prostu wciąż „nadają” i trzeba się na to uodpornić. Słowa można zastąpić gestem (wskazaniem rzuconej na podłogę kurtki czy butów), miną, spojrzeniem… Podobno im większy autorytet, tym mniej słów potrzeba, aby dzieci były nam posłuszne. Warto od najmłodszych lat przyzwyczajać je, że to, co powiedziane, ma być wykonane, i starać się tego wymagać. Jeśli powiemy maluchowi: „podnieś papierek”, powinniśmy dopilnować, aby to zrobił, zamiast prosić trzy razy i w końcu podnieść za niego. Jeśli powiemy „sprzątnij klocki” albo „chodź na obiad”, sprawmy, aby polecenie zostało wykonane. Gdy nieco starszemu dziecku każemy sprzątnąć pokój, poprośmy o meldunek, kiedy zadanie zostanie wykonane, a nawet nastawmy sobie na smartfonie przypominajkę, żeby mieć pewność, że temat zostanie domknięty. Jest to nieraz wymagające także dla nas, bo szybciej i prościej byłoby zrobić coś samemu, ale właśnie takie pozornie drobne i błahe rzeczy uczą dziecko, że ze słowami rodzica trzeba się liczyć, że nie wolno ich ignorować. Parafrazując Ewangelię: Kto w małej rzeczy jest nieposłuszny… – gorzkie owoce przyzwalania na nieposłuszeństwo w małych rzeczach pojawią się szybciej, niż nam się wydaje. 

Anna Wardak

Felieton ukazał się w tygodniku “Idziemy”

0