Szukaj

Masz plan?

Zdjęcie: Svitlana, Unsplash

Może trochę niezręcznie pisać tak w tygodniku katolickim, ale wydaje się, że wiele osób zbytnio bierze sobie do serca dewizę „jak Bóg da”, na niej właśnie opierając swoje życie. Rozmawiałam kiedyś ze znajomym, próbując umówić się z nim na „po obiedzie”. „Ale jak to, o której mamy obiad?” – nie krył zdumienia. – „Po prostu jak jest, to jest”. Czy nie tak to czasem wygląda? Wstajemy „jak Bóg da” i kładziemy się spać, jak wypadnie. No, może w przypadku dzieci granice stawia tu wytrzymałość rodziców i chęć „uratowania” dla siebie choć części wieczoru. Stałe pory posiłków? Jemy wtedy, gdy jesteśmy głodni, a głodni bywamy o różnych porach, czasem każdy o innej. Po co stresować się planami, a potem drugi raz kiedy nic z nich nie wychodzi? Dni powszednie narzucają nam pewien rytm: szkoła, praca, zajęcia… do ogarnięcia zostaje niewiele. Ale i tu dobrze gdy czynności mają określony rytm i czas. Nauka, zabawa, posiłki, modlitwa… Wprowadza to w życie rodzinne, z natury skłonne do chaosu, element przewidywalności i harmonii. Pewne rzeczy stają się oczywiste: Dlaczego już kolacja? Bo jest dwudziesta. Albo: dlaczego już mam sprzątać? Bo za pięć minut modlitwa. Jest plan, jest porządek i o wiele mniej niepotrzebnych dyskusji.  Dużym wyzwaniem są tu dni wolne: weekendy, wakacje – gdy nagle wypadamy z kolein codziennej rutyny. Ile razy snuliśmy wielkie plany weekendowe czy wakacyjne, które kończyły się „jak zwykle”, czyli nijak. Czas zmarnowany, a my sami wyczerpani, niezadowoleni z siebie i w dodatku pokłóceni. Często jest tak dlatego, że poprzestajemy na  luźnych wizjach, zamiast starać się przełożyć je na konkrety. Żeby sprawy posuwały się naprzód, nie wystarczy o nich mgliście „pomyśleć”. Trzeba planować: sformułować cel, określić terminy, podzielić zadania i odpowiedzialność, rozłożyć na mniejsze etapy. Warto to zapisać i gdzieś powiesić. Przelewanie na papier sprzyja precyzji myśli i podtrzymuje motywację – sprawy nie ulatują tak łatwo w niebyt. Dobrze uczyć tego również dzieci. Dla nich to rodzinne MBA, pierwsza szkoła zarządzania czasem. Nasze dzieci na progu wakacji robią plany dnia: stała pora wstawania (aby wygrać cały dzień, trzeba zacząć od tej małej potyczki), posiłki, czas na naukę, lekturę, pracę dla domu (ok. 2 godz. dziennie). Kiedyś narzekali na taki „ucisk”, ale potem docenili zadowolenie z dobrze wykorzystanego czasu, ukończonych prac, przeczytanych książek… Dzieci nauczone planowania, będą posuwać się w życiu do przodu, osiągając kolejne cele i urzeczywistniając marzenia, zamiast kręcić się w kółko, w poczuciu, że „wyszło jak zwykle”, a życie przecieka im przez palce. A plan na życie zaczyna się od dobrego zaplanowania dzisiejszego dnia. 

Anna Wardak

Felieton ukazał się w tygodniku “Idziemy”

0