Nie tylko dla orłów…

Zdjęcie: Anna Samoylova, Unsplash

Bitwa pod Monte Cassino, Westerplatte… tam przenosi nas wyobraźnia, gdy pada hasło: „męstwo”.  Ale co ma męstwo do słodkiej Jagusi czy maleńkiego Marcinka, którego od bycia mężczyzną dzielą jeszcze lata świetlne. Aż tu nagle…  Agnieszka kończy już studia, Marcin zdaje maturę… życie każdego dnia zderza ich z nowymi wyzwaniami. „A to dopiero początek… dopiero się zaczyna” – cytując słowa Tuwima. Czy dadzą sobie radę i czy nie polegną? 

Męstwo jest cnotą moralną, która daje wytrwałość w trudnościach i stałość w kontynuacji dobra (KKK 1808)

A cnota, jak to cnota, raczej sama się nie ukształtuje. „Same” dzieją się tylko rzeczy złe… sam robi się bałagan, zarastają ogrody, niszczą się ubrania, sama wybucha kłótnia i za nic nie dojdziesz, kto zaczął. Typowe zjawisko entropii w mikroskali. Kto nie zna, niech doczyta. Wszystko, co wartościowe, wymaga świadomego wysiłku. I to od samego początku, bo nic co wielkie, takie się nie rodzi, żaden sportowiec nie bije od razu rekordów i rycerz nie staje od razu do decydującej walki. Dlatego warto popatrzeć na naszą codzienność – której poszczególne chwile przepuszczamy często między palcami jak bezwartościowe ziarenka piasku – jak na boisko czy poligon, na którym przyszli życiowi wojownicy płci obojga mogą ćwiczyć swoją „stałość i wytrwałość”. Czy pędzę na sygnale, by pomóc synkowi, który płacze, bo nie może zawiązać butów? Czy wyręczam córkę, bo po tygodniu znudził jej się dyżur przy zmywarce? Czy wymagam, żeby praca, nawet ta nielubiana (a może zwłaszcza ta), została zrobiona do końca? Albo żeby dzieci umiały zaczekać do obiadu, a nie podjadały, gdy tylko pojawi się cień głodu (inna sprawa, że przy stałych porach posiłku mechanizm głodu świetnie się reguluje). Czy pamiętam, że w naszej strefie klimatycznej dzieci raczej nie umierają, kiedy muszą zaczekać dziesięć minut na soczek czy herbatkę? We współczesnej pedagogice pojawiło się niedawno określenie „rodzice-kosiarki” opisujące ludzi, którzy usuwają spod stóp swoich dzieci najmniejsze źdźbło trawy. Niektórzy przyjęli za dewizę wychowawczą hasło: problemy moich dzieci są moimi problemami” i za punkt rodzicielskiego honoru stawiają sobie skuteczne ich rozwiązywanie, bez obciążania nimi dzieci. Przez to odbierają im szansę zmierzenia się z nimi i zaprawiania się w rzeczach małych, zanim staną do poważnych życiowych zmagań. Znamy słowa św. Jana Pawła II do młodych: Każdy z Was, młodzi przyjaciele, ma jakieś swoje Westerplatte, jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić, jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć, jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić, nie można zdezerterować. Czy twoje dzieci wygrają tę bitwę?

Anna Wardak

Felieton ukazał się w tygodniku „Idziemy”

 

0