Okrąg czy spirala?

Zdjęcie: Priscilla Du Preez, Unsplash

Ale to już było i nie wróci więcej… – zapewnia nas w jednym ze swoich evergreenów Maryla Rodowicz. Czy aby na pewno? Jeśli mielibyśmy naszkicować nasze życie jedną kreską… co by to było? Prosta? Zygzak? Wielokąt? Pewien znajomy ksiądz mawia, że źle się dzieje, kiedy życie przypomina okrąg, na którym co jakiś czas wracamy do punktu wyjścia. Mówi się, że „historia zatacza koło”, co znaczy, że w naszym życiu dzieje się coś, co do czego mieliśmy nadzieję, że już się nie powtórzy. Jednak i w naszej walce duchowej, i w życiu rodzinnym postanowienia czynione przy różnych okazjach często znikają jak „sen jaki złoty”, a nasze dobre chęci… ech, szkoda gadać! Czas płynie, a my drepczemy w miejscu. „Choć w papierach lat przybyło, to naprawdę wciąż jesteśmy tacy sami” – cytując znowu legendę polskiej estrady. A po iluś próbach zwalczenia jakiejś wady, nauczenia się języka czy choćby schudnięcia rezygnujemy, tracąc wiarę, że kiedykolwiek nam się to uda. A nieraz wystarczy niewiele, by w naszym życiu, krok po kroku, dokonały się wielkie zmiany. Po pierwsze nasze postanowienia muszą być przemyślane, niepodejmowane w biegu albo w porywie emocji. Dobrze jeśli są one owocem osobistej modlitwy, spokojnej rozmowy z Bogiem, podczas której możemy prosić o to, aby dał nam łaskę patrzenia na nasze życie Jego oczami. Wtedy na pewno nasza perspektywa znacząco się zmieni. Także robiąc codzienny rachunek sumienia, dobrze jest nie poprzestać na diagnozie, lecz wyznaczyć sobie na kolejny dzień lub nieco dłuższy okres tzw. „rachunek szczegółowy”, czyli konkretny punkt, w którym będziemy starali się poprawić. Warto zapisywać w notesie swoje przemyślenia i jasno sformułowane postanowienia. Ubranie ich w słowa sprzyja konkretyzacji, a to też bardzo pomaga. Unikamy mianowicie zagrożenia, że przemknie nam po prostu przez głowę strumień impulsów typu: powinnam więcej się ruszać, dzieci muszą pomagać w domu i… skończy się jak zwykle. Dobrze jest też zrywać najpierw jabłka z najniższych gałęzi, bo sukces w małych rzeczach motywuje nas do tego, żeby wspinać się wyżej. Warto znać własne możliwości i ograniczenia i posuwać się do przodu małymi krokami, zamiast porywać się na cele, które ewidentnie nas przerastają (przynajmniej na danym etapie), i co do których z góry czujemy, że są skazane na niepowodzenie. Wtedy od samego początku podchodzimy do nich sceptycznie i ze słabą motywacją. A ostatecznie, nie mając już zaufania do samych siebie, po jakimś czasie rezygnujemy z dalszej walki i wracamy na stare tory lub do tego samego punktu na okręgu. Tymczasem dobrze jeśli nasze życie przypomina raczej spiralę: pozornie w tym samym miejscu, a jednak choć trochę wyżej niż rok temu.  

Anna Wardak

Felieton ukazał się w tygodniku “Idziemy”

0