Autorytet i posłuszeństwo w wychowaniu

19 lutego 2021
Polub lub udostępnij:
Tweet

Jeszcze do niedawna temat posłuszeństwa dzieci nie był nawet kontrowersyjny – panowała powszechna zgoda co do tego, że dzieci powinny być posłuszne swoim rodzicom i innym opiekunom. Od pewnego czasu nie tylko nie jest to temat oczywisty, ale coraz częściej można usłyszeć, że posłuszeństwo dzieci jest w gruncie rzeczy wadą, że je ogranicza, że stanowi owoc przemocy rodziców – ogólnie rzecz biorąc, że jest niepożądane i nie należy go od dzieci oczekiwać. Podobnie dzieje się z autorytetem rodziców, który albo jest uznawany tylko za jeden z wielu autorytetów i to niekoniecznie najważniejsze, albo jest wprost podważany. Autorytet i posłuszeństwo to dwa aspekty tej samej relacji – posłuszeństwo wynika z autorytetu i jest od niego zależne.

Takie podejście stawia rodziców, którzy je akceptują i próbują realizować w życiu w bardzo trudnej sytuacji. Z jednej strony zaczynają wierzyć, że posłuszeństwo szkodzi ich dzieciom, ale z drugiej pojawiają się przy tej okazji poważne komplikacje i trudności w życiu codziennym. Jeśli bowiem nie mogę wymagać od dziecka posłuszeństwa, to powstaje pytanie, czy dotyczy to wszystkich bez wyjątku sytuacji wychowawczych? A co jeśli w grę wchodzi bezpieczeństwo dziecka? Jego rozsądnie rozumiane dobro? Czy mogę stanowczo zakazać wybiegać dziecku na ruchliwą ulicę? A objadać się słodyczami bez ograniczeń lub przesiadywać godzinami przed ekranem? Czy wolno mi tego zabronić i wyciągnąć konsekwencje lub ukarać, jeśli nie będzie to przestrzegane?

Nietrudno tu zauważyć, że traktując dosłownie brak posłuszeństwa jako dobro, podobnie jak brak nagród i kar, łatwo popadamy w sprzeczność ze zdrowym rozsądkiem i doświadczeniami codziennego życia. Jednocześnie wychowanie dzieci staje się procesem niewiarygodnie skomplikowanym i czasochłonnym, gdyż uzyskanie pożądanych efektów nawet w najprostszych i najbardziej oczywistych sytuacjach, np. dotyczących zdrowia i bezpieczeństwa dziecka, wymaga nadzwyczajnych i niepewnych co do efektu zabiegów.

Podobne wątpliwości można mieć odnośnie przygotowania dzieci do dorosłego życia. Przecież człowiek dorosły musi być posłusznych w bardzo wielu obszarach codziennego życia: wobec przełożonych w pracy, wobec różnych przepisów prawa, w ruchu drogowym itd. Być może niełatwo nam to zauważyć, bo zazwyczaj nie używamy w tym kontekście słowa „posłuszeństwo”, lecz raczej: „przestrzeganie prawa”, „odpowiedzialność obywatelska”, „lojalność” itd. Jak dziecko, które nie jest nauczone posłuszeństwa, odnajdzie się w świecie pełnym nakazów i zakazów, a także nagród i kar? W którym momencie nastąpi to cudowne przełączenie z nieposłusznego dziecka w posłusznego dorosłego?

Skąd więc wziął się ów spór o posłuszeństwo? Wydaje się, że przyczyny są co najmniej dwie. Pierwsza to rozczarowanie dotychczasowymi metodami wychowawczymi i chęć zastąpienia ich wartościami im przeciwnymi. Z pewnością pojęcie posłuszeństwa bywało dawniej wobec dzieci nadużywane. Nie oznacza to jednak, że należy je teraz całkowicie wyrzucić do kosza. Zadziałał tutaj ewidentnie efekt wahadła – popadliśmy z jedną skrajność w drugą.

Te skrajne podejścia doskonale opisuje Stanisława Sławiński w książce „A jednak posłuszeństwo!”, która ukazała się niedawno nakładem naszego wydawnictwa (Wydawnictwo Wardakowie):
„W tradycyjnym podejściu do wychowania na pierwszym miejscu stawiany był autorytet władzy dorosłych. Towarzyszyło temu przeświadczenie, że władza ta musi być oparta na strachu przed karą. Nie doceniano natomiast roli dialogu w wychowaniu. W miarę postępu wiedzy, zwłaszcza psychologicznej, model ten poddano jednak ostrej krytyce. W opozycji do modelu autorytarnego zaczęto więc proponować wychowanie wolne od presji, zakazów, nakazów i kar. Okazało się jednak, że koncepcje wychowania zakładające eliminację lub radykalne ograniczenie władzy wychowawczej w praktyce nie zdają egzaminu. Zarówno model autorytarny, jak i ten wyrosły z opozycji do niego zawierają analogiczny błąd polegający na zbyt jednostronnym postrzeganiu wychowania. W modelu tradycyjnym brakuje właściwego miejsca dla dialogu, a w modelach przeciwnych mu przeoczono rolę władzy wychowawczej.”

Drugą przyczyną jest prawdopodobnie pomieszanie pojęć. Kiedy przyjrzymy się dokładnie argumentom przeciwników posłuszeństwa okaże się, że tak naprawdę mają oni na myśli uległość, która jest cechą negatywną, wadą, a nie posłuszeństwo, które jest wartością pozytywną.

Stanisław Sławiński pisze o tym następująco:
„Istotą posłuszeństwa jest poszanowanie obowiązującego ładu hierarchicznego. Dziecko posłuszne wykonuje polecenia, bo wie, że tak trzeba. Jest to jego wybór wynikający z przyswojenia sobie zasad ładu w życiu rodzinnym, w szkole, w drużynie harcerskiej itd. Kiedy grozi się dziecku, że jak nie wykona polecenia to dostanie karę, wymusza się uległość a nie posłuszeństwo. W przeciwieństwie do posłuszeństwa – uległość jest efektem wywartej na dziecko presji.”

Co oznacza prawidłowo rozumiane posłuszeństwo? Posłuszeństwo, które jest dobre? Oznacza uznanie uprawnionego autorytetu. Które autorytety można uznać za uprawnione? W przypadku dziecka łatwo je wskazać, bo są to osoby, które ponoszą za dziecko odpowiedzialność – moralną i prawną – czyli w pierwszej kolejności rodzice, ale także nauczyciele i wychowawcy, dziadkowie itd.
A co jeśli posłuszeństwo jest sprzeczne z innymi wartościami, np. sprawiedliwością lub ochroną życia i zdrowia? Dylematy takie rozwiązuje spojrzenie z punktu widzenia klasycznego, starożytnego rozumienia cnót. Cnota zachowuje swoją wartość tylko wtedy, gdy nie jest w konflikcie z innymi cnotami. Gdy powstaje taki konflikt – przestaje być cnotą. Jeśli autorytet nakazuje skrzywdzić inną osobę, nie jesteśmy zobowiązani go słuchać.

Mam nadzieję, że dzięki książce „A jednak posłuszeństwo!” Stanisława Sławińskiego temat posłuszeństwa w wychowaniu uda się choć częściowo przywrócić do jego pierwotnego, pozytywnego znaczenia.

„A jednak posłuszeństwo!” – Stanisław Sławiński, Wydawnictwo Wardakowie 2020
Janusz Wardak – od 26 lat szczęśliwy mąż i ojciec dziesięciorga dzieci w wieku od 4 do 24 lat. Jeden z założycieli i prezes Stowarzyszenia Akademia Familijna.
Autor wykładów, warsztatów i artykułów, poświęconych wychowaniu dzieci, miłości małżeńskiej i życiu rodzinnemu; stały gość audycji „Wychowywać, ale jak?” w Radiu Warszawa. Inicjator kampanii „Mniej ekranu, więcej rodziny”. Kilkanaście lat pracował w branży informatycznej, później był dyrektorem i wicedyrektorem szkoły dla chłopców „Żagle” Stowarzyszenia „Sternik” w Warszawie. Aktualnie jest mówcą, niezależnym doradcą edukacyjnym i wydawcą. Członek Rady Rodziny przy ministerstwie rodziny.

Polub lub udostępnij:
Tweet