Szukaj

Piekło egoizmu

Zdjęcie: Lina Trochez, Unsplash

 

Antonim miłości? Ktoś powie: nienawiść. To prawda, ale tylko jeśli mówimy o miłości w znaczeniu potocznym, określając tak pewne uczucia. Tak naprawdę miłość to postawa, akt woli (nieraz właśnie wbrew temu, co czujemy, lub przeciwnie: czego akurat nie czujemy); pragnienie, by żyć dla innych, dawać im siebie. Rzadko spektakularnie, najczęściej rozdajemy siebie po okruszku niczym chleb, z którego, jak mówił św. Br. Albert, głodni odłamują sobie po kawałku. Zaprzeczeniem miłości jest zatem egoizm – nienasycony potwór, który zamienia życie w koszmar, każąc nam krążyć wokół samych siebie, międlić swoje krzywdy i dzielić włos już nie na czworo, lecz na setki mikroskopijnych, ale bardzo kłujących kawałków. Stąd ludzie żyjący „do wewnątrz” to najbardziej nieszczęśliwe istoty na świecie. Egoizm niewiarygodnie komplikuje życie, miłość niesamowicie je upraszcza. Chcąc wychować dzieci na ludzi szczęśliwych, musimy od małego: przy stole, zabawie czy pracy, uczyć je żyć dla innych. Myśleć o innych więcej niż o sobie, troszczyć się o ich dobro, być wdzięcznym za to, co mamy – materialnie i duchowo – czerpać radość z dzielenia się z innymi, bo „więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu”. To prosta recepta na szczęśliwe życie. Prosta to nie znaczy łatwa, bo w naszej skażonej naturze egoizm ma żyzną glebę i cudowny klimat do bujnego wzrostu. Jeśli nie wkładamy w to wysiłku, nawet w licznych rodzinach miewa się on świetnie. Nie jest trudno wychować troje, czworo czy siedmioro egoistów. Wystarczy nie robić nic. Pamiętajmy o tym, jeśli chcemy, aby nasze dzieci były kiedyś naprawdę szczęśliwe, aby ich wzrok ogarniał perspektywę szerszą niż czubek własnego nosa, aby oddychały głęboko czystym powietrzem hojności i otwartości na innych, a nie zatęchłymi oparami własnych niespełnień i mniej lub bardziej urojonych krzywd. Aby ich serca były coraz szersze i przepełnione miłością, a nie twarde i suche jak mały gorzki orzeszek. Żyjąc dla innych, osiągamy pełnię naszego człowieczeństwa: „Człowiek nie może się realizować bez odniesienia do innych ludzi. Odczuwa nie tylko potrzebę brania, lecz także dawania, czyli angażowania się i poświęcania na rzecz innych. Człowiek bez możliwości realizowania tych potrzeb nie może się właściwie kształtować jako osoba” (JP II). Kluczowa jest tu atmosfera domu. Czy przypomina ona bardziej piekło z pewnej opowiastki, gdzie ludzie głodują, próbując jeść samodzielnie bardzo długimi łyżkami, czy też niebo, gdzie ludzie mają takie same łyżki, lecz są nasyceni, bo karmią się nimi nawzajem? Ten, kto szuka własnego szczęścia, nigdy go nie znajdzie, a kto na pierwszym miejscu stawia szczęście innych, sam osiągnie radość i pokój serca.

Anna Wardak

Felieton ukazał się w tygodniku „Idziemy”

0