Przytul jeża

Zdjęcie: Anthony Fomin, Unsplash

Czy próbowaliście kiedyś przytulać jeża? Myślę, że rodzice nastolatków mają w tym spore doświadczenie. Nasza znajoma, pisząc książkę o komunikacji z nastolatkami, poprosiła na Facebooku o propozycje tytułów. Mój faworyt to: „A tak się cieszyliśmy, gdy się urodził!”. Ten żart dobrze oddaje nastroje w wielu domach. Nieraz mamy wrażenie, że pod naszym dachem zamieszkał „obcy”, którego nagle zaczęły uwierać wszelkie domowe normy i zwyczaje, przewracający oczami, robiący miny i kłujący na prawo i lewo przy każdej okazji, komunikując całym sobą, jak bardzo nas nie potrzebuje. A do tego mówiący językiem „alternatywnym”, w którym jednakowe słowa nie oznaczają wcale tego samego (np. „Wiem co robię” albo: „dobrze to przemyślałem”), podczas gdy ewidentnie widać, że jest wręcz przeciwnie. Nie wynika to ze złej woli, lecz z naturalnego tempa rozwoju mózgu: jego struktury ostatecznie dojrzewają w wieku dwudziestu kilku lat. Nie traktujmy więc nastolatków jak dzieci, prowadzone za rękę, by nie nabiły sobie guza. Ale też nie oczekujmy, że będą myśleć jak ludzie dojrzali. Trudno jest ich zrozumieć, ale im samym jeszcze trudniej jest zrozumieć samych siebie. W tym wieku następuje coś w rodzaju dezintegracji osobowości po to, aby potem stopniowo z tych porozrzucanych elementów człowiek mógł ułożyć na nowo swój własny wzór. Dlatego nie patrzmy na nich ze złością, lecz raczej z serdecznym współczuciem dla wewnętrznego wysiłku narodzin do dorosłości. Musimy też być mocnym punktem oparcia na chwiejnej kładce między dzieciństwem a dorosłością. Nastolatek jest jak człowiek wchodzący stopniowo do głębokiej rzeki, aby przejść na drugą stronę. My zostajemy na brzegu, modlimy się, by poradził sobie w rwącym nurcie. A on, choć puścił naszą rękę, często ogląda się, czy trwamy na swoim miejscu. Dlatego nie poddawajmy się, nie odstępujmy od naszych zasad i zwyczajów, wspólnych posiłków czy modlitwy, nawet jeśli nastolatki chwilowo się z nich wypisały. Kiedyś powrócą na „jasną stronę mocy”. Nie otwierajmy zbyt wielu frontów walki, życie z nastolatkiem i tak pełne jest punktów zapalnych. Może odpuścić bałagan w pokoju, a skupić się na kwestii mediów cyfrowych albo odpowiedzialności? Jako rodzice mamy tendencję do fiksowania się na problemach (złe wyniki w szkole, odrzucanie wiary) i wokół tego kręcą się nasze relacje. Trzeba szukać pozytywów – tego, co w tym niełatwym czasie może wzmocnić naszą więź tak, byśmy wyszli z niego zwycięsko – już jako dojrzałe, ufające sobie i mocno zaprzyjaźnione osoby. I przytulajmy nasze jeże – mentalnie, emocjonalnie, a jeśli się da również fizycznie – nawet jeśli czasem nadziejemy się na ich kolce. Prawdziwa miłość musi czasem boleć.    

Anna Wardak

Felieton ukazał się w tygodniku “Idziemy”

 

0